||gdy do głodnych należy chleb, który zatrzymujesz dla siebie,do nagich ubranie,które ukrywasz przed nimi,bosym należy się obuwie powierzone tobie, potrzebującym srebro które skrzętnie zabezpieczyłeś przed ich okiem, jeśli czynisz właśnie tak, to znaczy że właśnie ty, stając się istotą dobrej woli, niezliczonym mógłbyś pomóc...||

piątek, 18 listopada 2016











nie duszy sekrety skryte..gdy te sekretem nie pozostają
nie natury kontemplacja gdy ponad nią irytacja
nie rzeczy proste na codzień bowiem codzień odmierzyłeś w taktach
nie drobnych zdarzeń miliard bo miliard to gratka
spojrz,oto ty wielki świat przede mną otworzysz
i tak się nie stało bo w duchu sądze
że nic tam po mnie
a drobnej pamiatki jednak.. w myśli ją nosisz
i tej zapomnieć nie sposòb
i gdy na dworcowej hali na koncu swiata
późną nocą
telefonem znow mi sie pochwalisz
jak wtedy,znow delikatnie wezmę go w dłonie
pamietajac wzrok twego ojca co nadzieją płonie
zerkajac na ciebie na mnie
w cichej tajemnicy powiek
co ja wiem i co on wie...
jeśli nie poczujesz...nikt ci nie powie...
w gwarze moich myśli odkrywam dzień po dniu
nieskończenie ocean
zapewniam cię wszystko
co sie z nim wiąże
naturalnie że cię kocham
lecz nie dlatego zwracasz się
do mnie...
zamykam oczy choć stoję przy oknie
kto lepiej niż ja wie
jak jesień płonie...






...


sobota, 5 listopada 2016






ciche dni, boczne drogi
krzemień sercu cenny
niezapominajek listki blade
 kulą się do ziemi
pył złocisty mądrych myśli
powolny jesieni
oczar wdzięczny
lada dzień 
wzrok zachwyci kwieciem snem

 to co w moich oczach widzisz
to blask bialej czy mrok czarnej snutej  nici..?





...






posród pomarańczy roślin
najcenniejsze drzewo gorzkiej
a to poprzez dar przetrwania
korzenienia, zaszczepiania
z każdej gdy ją sadzisz z pestki
tylko gorzkie drzewa wzeszły
i gdy gorzką w sadzie zechcesz
tak z gałazek doszczepionych
w jednym drzewie każdej dosyt
sanguinelki czy marocco
moro możesz czy navelki
kumquaty mandarynki
satsum potem nektarynki
osobiście cenię moro
lecz bez gorzkiej
nic nie wzrośnie...




...



czwartek, 3 listopada 2016








''ty i ja nigdy nie były oddzielne
to tylko złudzenie
obrobione przez obiektyw magicznego postrzegania..."
MJ.

pantokrator przysiadł na kamieniu przy drodze
znieruchomiał powróz wokół kostki na nodze
na marginesie życia ,wiatrem rozstapiło sie zboże
chwiały się pola skąpane słońcem w pożodze
kamień struchlał w tej królewskiej niemocy
wklęsł w łożysko wilgoci z nocy
pańskiego zamyślenia nie wzruszylo nic
bo nie bylo też wokól specjalnie nikogo
choć przecie zdałoby się... jawnie pora żniw
szelest ziaren potwierdzał ,  wyschnietych na pył
w źródełku na skraju pluskał nurt rzeczki
pod lasem  na hali żerowały owieczki
ziemia pod stopą podnosiła się dymem
gładkości uczucie zostawiajac miłe
sarny bez lęku doszły wodopoju
zerkając ciekawie postaci dostojnej
jelenie po chwili w swej okazałości
nie tracąc przy tym pierwiastka godności
a potem panna w bialej zwiewnej sukience
do chłopca obok śmiejąc sie i klaszcząc w ręce
zanurzyła nóżki w perlistym potoku
chłopiec  wkrótce rownież   w nurcie znalazł spokój
pantokrator pomyślał..zaczaruję wodę..
niech tych dwoje wiecej nic nie rozdzieli..
i odszedł.. zostawiając ich w wiecznej nadziei..





....