||gdy do głodnych należy chleb, który zatrzymujesz dla siebie,do nagich ubranie,które ukrywasz przed nimi,bosym należy się obuwie powierzone tobie, potrzebującym srebro które skrzętnie zabezpieczyłeś przed ich okiem, jeśli czynisz właśnie tak, to znaczy że właśnie ty, stając się istotą dobrej woli, niezliczonym mógłbyś pomóc...||

niedziela, 25 września 2016







kto lepiej niż ty
wie ile twarzy ma ten świat
ile razy należy bez zastanowienia
nie bacząc dokąd
powiedzieć  tak..
podjąć szlam gdziekolwiek powiedzie
z uśmiechem na twarzy
parą koni na przedzie
zaorane co za tobą
któż tego nie wie
zerkasz wstecz pytasz
kim jestem już nie wiem
zaciśniętch powiek przeciek
w chusteczce białej ściśnietej w ręce
słone kryształy roztarte jak przecier
nikt młodością zarządzał nie będzie
mam swoje jing mam swoje jang
w tęczy każda kropla inną barwą inna
tak moja całość do której należę
niech mnie wolną od zgryzot powiedzie
gdzie przestrzeń dla mnie
gdzie odycham pełniej
co kolwiek uczynię pokonam w wierze
że jutro kolejną postać posiędzie
i nie pomylę się
bo ja tu rzadzę i tak będzie..
a jeśli znasz lepszą przestrzeń
by uwierzyć w siebie
użyj jej,
w każdej potrzebie





..

sobota, 17 września 2016






wężowe gniazdo bezszelestnych
odległe o
tysiące lat świetlnych
kropla zakochania
linia podstawy
cybet
dotyk dłoni wzdłuż oczekiwania
noc ...szum styraksowego drzewa
migotliwy bixbit
w ciężkiej chmurze galbanum
w płatkach róży stulistnej
ciała lśniące olejem neroli
żywiczne gorzkie cukrzane
tuberoza i wetiwer...




...







w  mlecznej drodze zanurzeni
zaplątani w sny , w przestrzeni
jak w oprzędzie rwącej rzeki
kanu w szkwale ,w wietrze wściekłym

w cielesności sinych chmur
w pianie rozwścieczonych muld
w rozerwanym grzmotem niebie
wbitej błyskawicy grzebień

a nieboskłon tuż nas głową
szept żarliwy mgieł osnową
jazgot skrzydeł szał oddechu
i horyzont wód bez brzegu

potem deszcze ...kropel ziarno
lot swobodny, siepły śmiały
ust karminy przędzy stopy
promień pierwszy słońca złoty

hen wśród jaśków wśród obłoków
hen z wysoka woda modra
cisza...taka tafla gładka
szelest echem głaszcze z rzadka ..



...

środa, 14 września 2016







w samotni na góry szczycie
jesień i myśli w słońca zenicie
wiatr wątki splątał skrycie
jak pies na spotkanie złotym liściom wybiegł

strumień nagością perełki mieni
tocząc wody z szurgotem do ziemi
fontanną z kamieni tocząc się z trzaskiem
osiąga taflę z siarczystym plaskiem

czym serce przemnoży czas odłożony
by było go więcej, by trwał nieskończony
by oto od dziś kwitnące brzoskwinie
dni niezliczone kwiatem w dolinie

rzęsistym deszczem nad którym westchnienia
przyszłością...
popatrz..
tu
wspomnień arena...




....


czwartek, 8 września 2016






harlekin...bożek złodziei i żebrakow
żywot marny ...  patschwork barwny
mit sceniczny, mały diabel
krach dokoła gdy w paradę kilku
pan i król, triks figur
komedia del arte
czubki butów na kolanach wsparte
w oku łza i róża w palcach
Vitebski podkreślał ich rozmach, dokładność
Ordericus Vitalis sztukę szamańską
diaboliczna cudotwórców aura
krople na sen i królicza łapka
poduszka pod glowę i kura bez piór
wszystko do gara
wszystko w jeden wór
subwersja sztuki
czy młyński kamień
ziarnem podsiejesz
a mąkę zbierzesz
duchowy talar
sytości narzędzie..
a wszystko wokól
wzrasta wciąż piękniej..



...









jak dawniej bywało
tak przed dwu dniami
znów
stąpałam boso w środku nocy
świerki , sosny , takie polskie
drzewa od wiatru wygięte w jedną stronę
jesień rdzewiła pierwsze liście
słońce ,deszcz na przemian
w duecie, soczyście
kalejdoskop nieba podparły dwa wozy
konie z wiatrem myśli moje
do ciebie pobiegły ponad sosen zapachem
miasto było dżunglą
miasto ciemnym lasem..
oto
na dworcu w biedronce
kupilibyśmy bułki
pod mariotem  dziś parking
w śródmieściu słodka wata
zasłania dzieciom  główki
niedziela leniwa i mama i tata
nie ma komiksów z zabawną małpką
w nocy światłem wieżowców jasno
nie ma piwnicy koło miodziarni
indyjski sklep czas także zagarnął
bar pod kogutkiem nie jest już mleczny
i znow mogłam chodzić krokiem tanecznym
dom na mnie czekał za każdym zakrętem
zabrakło ciebie...
nie wiem..nic nie wiem...




...


piątek, 2 września 2016





poświata łagodna i księżyc nocą
czujny krok gdy kamień pod stopą
tak podróż w obliczu świetlnym księżyca
do świtu gdy ten cię przywita

mgłą dymną co w trawie się ściele
rosą nad mleczem, dzięcieliną perzem
konturem wynikłym z początku jasności
labirynt ksztaltów nabierze pukłości

przeloty nad glową ptasie wojaże
niechże te z odejściem na wieczność skojarzy
myśl co pytaniem o próżna dręczy
gdy kto sobą zajęty wciąż, bez pamięci

o koniec własny wszechpotężnie pyta
nim pewnie zakryje go marmurowa płyta
tak lot jakkolwiek w miłości wieczystej
wolności skrzydeł ptasich furgoty

ponad chnurami i wzbić się i wyżej
obłoków mleko daleko pod spodem

niechaj marzeniem..o to cię porwie
na ziemi wszystko dobremu dobre...




....